sobota, 13 lutego 2016

Jürgen Thorwald – Ginekolodzy


Medycyna ewoluowała na przestrzeni lat. Zmiany następowały często dzięki odwadze lekarzy, którzy otwarcie przeciwstawiali się przyjętym, często graniczących z barbarzyństwem, metodom. Lekarze ci ratowali życie swoich pacjentów, a zarazem utwierdzali innych w przekonaniu, że dewiza „przede wszystkim nie szkodzić” nie może oznaczać pasywności. Jürgen Thorwald od lat zajmował się tymi opowieściami, jednak przez wiele lat nie podejmował najtrudniejszej – opowieści o ginekologach. Dopiero w swojej pośmiertnej książce (zmarł w 2006 roku) – wydanej w kilka lat później dzięki staraniom redaktorów i na podstawie niepublikowanych zapisków – podejmuje ten temat. W swojej książce Ginekolodzy opowiada o losach lekarzy, którzy odważyli się przeciwstawić biblijnemu nakazowi rodzenia w bólach.

Thorwald przedstawia sylwetki specjalistów według klucza tematycznego – opisuje ich przez pryzmat problemów, z którymi borykały się kobiety w ciąży i medycyna ich czasów: począwszy od walki o humanitaryzm porodów, poprzez różnorakie sposoby zapobiegania ciąży, by na walce z różnorakimi rodzajami schorzeń onkologicznych skończyć. Autor porusza się w obrębie zagadnień według klucza chronologicznego, jednak dynamika odkryć oraz utrudniony przepływ informacji między lekarzami chcącymi coś zmienić (a którzy często byli dotknięci środowiskowym ostracyzmem) zmuszała go niekiedy do zaburzania tej kolejności. Dzięki tego typu niuansom autor pokazuje trud bycia ginekologiem w czasach, w których do „obsługi” ciąży potrzebna była (chociaż nie zawsze) akuszerka. 

Ginekolodzy są zarazem literacko-dokumentalną opowieścią o procesie dostrzegania potrzeb kobiet i ich emancypacji. Proces – na tym gruncie – odbywał się (niestety) głównie dzięki mężczyznom i to właśnie ta oś jest wyraźnie widoczna w książce. Jedynie bardzo rozwinięta empatia niektórych z lekarzy pozwalała na zrozumienie faktycznych potrzeb, ale i lęków kobiet. Jest to zarazem opowieść o oddawaniu kobietom prawa do decydowania o własnym ciele oraz oddawaniu im godności, a nie tylko traktowania ich (politycznie i religijnie) jako narzędzi do zwiększania liczebności państwa i jego siły. I choć same pobudki, którymi kierowali się lekarze, często mogą być wątpliwe (pociąg do sławy, czcza rywalizacja), to efekty jakie wielu z nich udało się osiągnąć niewątpliwie przysłużyły się nawet nie tyle co samemu rozwojowi medycyny, co kobietom – czy to w ciąży, czy to w połogu, czy to zmagających się ze schorzeniami onkologicznymi. 

Thorwaldowska opowieść o poczynaniach ginekologów jest książką ważną. Pomijając ustępy traktujące o niezbyt chlubnych kartach w historii rządów, kościołów czy medyków, Ginekolodzy są pozycją o oddawania kobietom godności w najtrudniejszym dla nich czasie. Z medycyną w tle. Nie jest ona może tak widowiskowa jak perypetie zespołu lekarskiego w serialu Knick, ale wzbudza emocje w czytelniku, choć język, jaki przyjął autor tej książki, nie skłaniał się po temu, by wyciągać je na pierwszy plan; dużo w nim naturalizmu i suchości rodem z podręczników medycznych. Po tę książkę – niewątpliwie – warto i należy sięgnąć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz