Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eNCeK Radio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eNCeK Radio. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 marca 2016

Jo Nesbø – Więcej krwi



Znany pisarz kryminałów nagle zaczyna skracać swoje książki, pisać oszczędniej. Czy to dobrze? Warto wyrobić sobie zdanie na podstawie niedawno wydanej po polsku pozycji od Jo Nesbø zatytułowanej Więcej krwi.

Główny bohater tej książki, Jon, ucieka przed zemstą bossa mafii z Oslo. Nie wypełnił właściwie powierzonego mu zlecenia, a przy tym okradł swego mocodawcę. W takiej sytuacji pozostało mu tylko ukryć się jak najdalej. Udaje się więc na północ Norwegii gdzie mierzy się ze sobą, lękami i problemami społeczności, w którą wchodzi. Nie spodziewa się jednak, że Rybak, którego zdradził, będzie aż tak zdeterminowany i będzie go szukał tak daleko od swoich zwykłych „obszarów połowu”. 

Książka ta przykuwa uwagę nie tylko fabuła – jest napisana bardzo oszczędnie i świadomie. Trafiła też na dobrego tłumacza, dzięki czemu jest bogata w odcienie, a wieloznaczność opisów pokazuje, że autor cydował opowieść i dążył do osiągnięcia jak najbardziej zwięzłej opowieści. Ten esencjalizm przysłużył się temu thrillerowi; z jednej strony jest to naprawdę dobrze napisana proza, a z drugiej – utrzymany jest suspens i wszelkie prawidła obowiązujące dreszczowce. Pokazuje to też pewną drogę, nie tak rzadką w literackim świecie, by wspomnieć tylko Kunderę, charakteryzującą pisarzy dojrzałych, którzy realizują się nie w potoczystych zdaniach i zawiłości, ale dążeniu do minimalizmu i wytrącenia z opowieści jej esencji. Ta droga wydaje się być – póki co – bardzo dobrą.

Tej książce ani niczego nie brakuje, ani niczego nie jest za wiele. Podoba mi się bardzo dekonstrukcja małych społeczności i pokazanie ich jako mniej idealnych, niż starają się one być. To zaledwie jedna z „przypraw”, jakimi doprawił tę krótką opowieść Nesbø. Wiele jest w niej detali, jednak nie przytłaczają one, lecz pokazują się przy okazji jak wiele dobrze operujący słowem pisarz potrafi zdziałać przy pomocy oszczędnie dozowanych środków.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Ayaan Hirsi Ali – Heretyczka



Islam jako religia wpisał się niezbyt chlubnie w historię Europy i świata. Nie poprawiły tego wydarzenia z ostatniej dekady ani doniesienia medialne o coraz silniejszej polaryzacji religijnej w krajach Bliskiego Wschodu. Ważnym głosem, który może przybliżyć niezaznajomionym z licznymi niuansami tej religii, jest niedawno wydana książka Ayaan Hirsi Ali zatytułowana – nie na darmo – Heretyczka

Należy zaznaczyć na początku, że nie jest to publicystyka – książka ta jest w rzeczywistości opracowaniem z pogranicza nauki i eseistyki naukowej, głównie za sprawą przedstawionego w niej aparatu analitycznego oraz rozbudowanych przypisów. Jednak tym, co pozwala jej zbliżyć się do obszaru przyjaźniejszego przeciętnemu czytelnikowi jest język; Heretyczka napisana jest żywo i przejrzyście, a przez to przywodzi na myśl lekkość anglosaskiej eseistyki naukowej. 

Hirsi Ali przedstawia historię islamu oraz jej relacje z innymi religiami – judaizmem, chrześcijaństwem i kultami politeistycznymi z VII wieku po Chrystusie, które on zastąpił. Jako odstępczyni od tej religii posiada o wiele szerszy ogląd niż osoby niemające z nią żadnego kontaktu lub – paradoksalnie – mocno z nią związane. Przedstawia zarazem groźbę, jaką niesie utrzymanie, leżącej u podstaw islamu, idei plemienności w interpretacji Koranu – czy to na przykładzie zaostrzania szariatu w krajach muzułmańskich, czy to polaryzacji nauczania niektórych imamów, która prowadzić może do podjęcia przez uczniów walki zbrojnej z „niewiernymi”. 

Autorka przedstawia w książce rys historyczny, dystansuje się od traktowania omawianej religii jako pokojowej oraz pokazuje zróżnicowanie narracji w obrębie przyjętej formy Koranu. Ciekawą konstatacją autorki jest stwierdzenie, że nie ma czegoś takiego jak ujednolicona lub zinstytucjonalizowana „wersja” islamu. Jej brak utrudnia znalezienie podobnego punktu odniesienia jak chociażby Rzym dla katolicyzmu, a przez to – niemożliwe jest wskazanie jednej i właściwej jej wersji. Decentralizacja ta umożliwia dowolność w interpretowaniu świętej księgi islamu; przedstawia też różne podejścia do niej i możliwe obszary wypaczeń. Jako przykład tego pokazuje nieprzystawalność „szkół” interpretacji – inaczej rozumie się niektóre zapisy we wspólnotach amerykańskich czy europejskich, a inaczej – chociażby w Państwie Islamskim. Autorka wielokrotnie podnosi potrzebę – a nawet konieczność – głębokiej reformy islamu, jednak zderza tę wizję z konserwatyzmem wyznawców i najsławniejszych nauczycieli, którzy sprzeciwiają się takiej zmianie. Wymienia kilka osób, które mogłyby zapoczątkować taką zmianę i często porównuje ich do Marcina Lutra: mają oni ideę, a zamiast szesnastowiecznych maszyn drukarskich mają media społecznościowe. Widzi przy tym ogromne ryzyko takich kroków – wielu reformatorów zostało „uciszonych” przez władze państw muzułmańskich, często na zawsze. 

Heretyczka nie jest książką łatwą, jednak jej wagi nie należy ignorować. Przedstawiona w niej historia jednej z najważniejszych religii na świecie nie jest zarazem tekstem wrogim, ale broniącym idei przed wypaczeniem (zatem – apologletycznym). Autorka sugeruje zmiany i pokazuje jak daleko zaszła interpretacja Koranu oparta wyłącznie na władzy mężczyzn. Co ciekawe – już samo zabranie przez nią głosu w tej sprawie może zostać uznane za akt… heretyzmu. Wadze tej książki nie przeszkadzają nawet pewne potknięcia w tłumaczeniu i odstępstwa od przyjętej terminologii (by na używaniu archaicznej formy imienia Mahometa). Na pewno warto po nią sięgnąć.

środa, 17 lutego 2016

Jerzy Pilch, Ewelina Pietrowiak – Zawsze nie ma nigdy



Nie przepadam za „wywiadami-rzekami”. Można je traktować jako ciekawe uzupełnienie ogólnej „twórczości” osoby pytanej i firmującej książkę swoim nazwiskiem. Takie publikacje borykają się jednak często z problemem braku chemii między rozmówcami lub – po prostu – nudnością głównego bohatera. I o ile często tego typu publikacje cierpią na te przypadłości, o tyle zapisy rozmów Eweliny Pietrowiak z Jerzym Pilchem nie cierpią na żadną z nich.

Pilch przebił się do świadomości osób niezwiązanych mocniej z literaturą dzięki informacji, że jest on od lat niepijącym alkoholikiem. Zwrócił przez to uwagę na ciekawy problem pisarskiego picia, który często był uznawany, gdyby popatrzeć chociażby na twórczość Bukowskiego, za element nie tyle kreacji, co życia twórczego. Wszak najłatwiej wyzwolić się z okowów oczekiwań wobec twórczości przy pomocy jednego czy dwóch głębszych. Podnosi przy tym kwestię alkoholu w historii – to, co kiedyś było nazywane pijaństwem, dziś – przez wielu i trafnie – określone by było mianem alkoholizmu. 

Pisarz dosyć swobodnie czuje się w sytuacji dialogu, zwraca uwagę na różnorakie odcienie jego przygody z literaturą i nie boi się mówić o życiu dosadnie. Brzmi to nieco czołobitnie, jednak Pilch ma faktycznie sporo do powiedzenia – czy to o pracy w dużych redakcjach, czy to o różnicach w polityce wydawnictw. Opowiada o swoim pisaniu, relacjach rodzinnych i spotkaniach z innymi mistrzami słowa. Sporo w książce sentymentu, jednak nie brakuje w niej mocnych konstatacji i Pilchowego dystansu do samego siebie i otoczenia. Dodatkowo sam rozmówca przedstawia bardzo ciekawe podejście do przewlekłej choroby (wszak cierpi on na Parkinsona) – wspomina o rozwoju choroby i zmianie, która zaszła w jego postrzeganiu rzeczywistości. Nie jest jednak pozbawiony nadziei i deklaruje, że wciąż wierzy w to, że ktoś znajdzie lekarstwo. 

Nieco ironiczny stosunek pisarza do rzeczywistości sprawia, że w jego wypowiedziach pobrzmiewa nawet nie tyle dojrzałość, co mądrość. Znajdując się w odosobnieniu mieszkania w centrum Warszawy nabiera dystansu do środowiska, zaczyna dostrzegać wagę innych, często drobnych rzeczy oraz swojej przeszłości. Mówi przy tym dużo o swoim dorastaniu i kształtowaniu warsztatu pisarskiego, mentorach oraz zmianach w środowisku pisarskim. Nie ocenia jednak nikogo, ale po prostu relacjonuje wiele wydarzeń. Jest to dosyć rzadkie podejście, pozbawione goryczy i żalu, charakterystyczne dla osób, które swoje przeżyły i wiedzą, że nie warto prowadzić niepotrzebnych sporów lub wyciągać je na widok publiczny. Wywiad ten jest również bogaty literacko – ciekawe są rozważania Pilcha na temat wzrostu wielkich pisarzy i maskulinizacji kanonu. Kwestie te przewijają się niemal we wszystkich fragmentach rozmów, przy czym Pilch unika wyraźnie spłycania tematu. 

Zawsze nie ma nigdy jest niewątpliwie ciekawą książką. Naprawdę. Nie jestem wielkim miłośnikiem Pilchowego pisania, jednak wydaje mi się, że warto wracać do tego, co ma on do powiedzenia jako Jerzy Pilch, a nie narrator książek Jerzego Pilcha. Pozycja ta mogła być kolejnym „wywiadem rzeką”, który nie wnosi nic ciekawego, jednak mamy w niej Pilcha nieco ogołoconego, wyraźnie nawiązującego do wcześniejszych dzienników oraz – estetycznie – felietonów. Jest to obraz ciekawy i nietuzinkowy, jednak chwilami może sprawiać wrażenie pobieżnego, chociaż jest to być może tylko wrażenie. Jako całość bowiem Zawsze nie ma nigdy jest książką, po którą warto sięgnąć, nie tylko będąc miłośnikiem twórczości jej głównego bohatera.