poniedziałek, 15 lutego 2016

Marc Elsberg – Zero



Cyberterroryzm czuje się całkiem dobrze literaturze na świecie. Jednym z najpopularniejszych pisarzy zajmujących się ostatnio tą tematyką jest Marc Elsberg, którego książka Zero ukazała się niedawno na polskim rynku. 
 
Fabuła krąży wokół postaci brytyjskiej dziennikarki, Cynthii Bonsanth, która nie odnajduje się w rzeczywistości nowych mediów i coraz bardziej niepokojąco zbliża się do zobaczenia na swoim biurku wypowiedzenia. Jest to kobieta po przejściach, samotnie wychowująca nastoletnią córkę, a do tego borykająca się z kompleksami. Trudno jest jej znaleźć wspólny język z dzieckiem, jednak prawdziwe zainteresowanie latorośli wzbudza przyniesiona przez matkę para okularów interaktywnych będących jednym z elementów elektronicznej platformy Freemee (tę grę słów można uznać za wyraźnie sarkastyczną). Kobieta nie przejawia szczególnego zainteresowania tą nowinką i użycza je córce na jeden dzień. Nie spodziewa się, że jeden z kolegów nastolatki ruszy w pościg za mężczyzną, którego okulary wskażą jako poszukiwanego przez policję. A na pewno nie przewidziała tego, że chłopak zostanie zastrzelony przez ściganego i tym samym ściągnie na nią zainteresowanie mediów. To z kolei chce wykorzystać jej przełożony, który widzi w takim rozwoju wypadków szansę dla swojej redakcji.
Głównym elementem książki jest walka bohaterki z wszechogarniającą machiną serwisu Freemee, który w zamian za udostępnianie i przetwarzanie danych osobowych użytkowników udostępnia liczne rozwiązania z pogranicza coachingu i psychologii oraz nagradza za pozytywne (przynajmniej według algorytmy serwisu) zmiany. Takiej formie postępowania z ludźmi sprzeciwia się tajemniczy internetowy aktywista i haker, przedstawiający się jako Zero, który z czasem staje się niespodziewanym sprzymierzeńcem Cynthii. 
Ciekawe w tej książce jest umieszczenie „nowej siły” na rynku nowych mediów – pojawiają się w niej znane dziś koncerny, jednak Freemee jest pewnym novum, które wypełnia niespodzianie lukę w obszarze mechaniki społecznej i – swego rodzaju – nowoczesnej eugeniki. Istotnym elementem tej platformy jest inteligentny zegarek, który zbiera informacje na temat działania organizmu osoby go noszącej oraz analizuje je na bieżąco. Pikanterii temu wszystkiemu dodają statystki i element rywalizacji między poszczególnymi użytkownikami. Jak się okazuje niemal na początku, skrywanym problemem firmy jest wzrost nienaturalnych zgonów osób korzystających z Freemee; powodem tego jest pragnienie rywalizacji, które popycha ich do podejmowania zbędnego ryzyka. Gdyby ten fakt stał się znany opinii publicznej, wizja stworzenia idealnego społeczeństwa skupionego na samodoskonaleniu się mogła dosyć szybko spalić na panewce. Niezbyt wygodne dla koncernu okazuje się też śledztwo Bonsath, która – parając się przed laty z dziennikarstwem śledczym – zaczyna dosyć szybko łączyć fakty i dostrzegać szerszy obraz. Mamy tu zatem klasyczny pojedynek jednostki, wiedzionej przeczuciem, ze złowrogą korporacją dążącą do zdobycia rządu dusz. 
Elsberg łączy błyskotliwie wiele elementów i udaje mu się stworzyć całkiem ciekawą opowieść. Wykorzystuje przywary ponowoczesnego społeczeństwa internetowego, jak potrzeba uwieczniania zjawisk nietypowych oraz dzielenia się tymi obrazami – ruchomymi czy statycznymi – z doświadczoną niecodziennością, i pokazuje je w sposób przesadzony. Zero jest po trosze dystopijną wizją współczesności (sic!), nawiązującą też do złowrogiego widma wszelkiej maści echelonów, jednak najbardziej niepokoić może jej prawdopodobność. Na takim niepokoju autor zdaje się budować swoje literackie twory (jak dowiódł w poprzedniej książce Blackout) i robi to bardzo skutecznie. Wprawdzie pomysły zawarte w Zero zdają się żywcem zaczerpnięte z innych tworów popkultury (by na Transcendencji i serialu Continuum poprzestać), jednak ich pomysłowe przetworzenie jest nie lada osiągnięciem. 
W tym przetwarzaniu czai się też inny problem – spójność. Akcja książki nierzadko przyśpiesza w sposób, który zdaje się służyć ukryciu niedociągnięć. Kieruje to uwagę czytelnika na główny wątek fabularny, lecz wiele mniej istotnych elementów traktuje nieco po macoszemu, co zdecydowanie szkodzi ogólnemu odbiorowi tego thrillera. Jest tu też trochę zbyt wiele sztampy (jak na przykład relacja głównej bohaterki z zatrudnionym przez jej redakcję informatykiem), odrobina naiwności i zdecydowanie zbyt wyraźnie widoczne dążenie do szczęśliwego zakończenia. Traci na tym całość – nad czym boleję – jednak zarazem utwierdza mnie to (jako czytelnika) w przeświadczeniu wyniesionym z lektury poprzedniej książki Elsberga: pisze on o rzeczach ważnych i aktualnych w sposób przejmujący, jednak nie zawsze przekonujący. 
Po przeczytaniu Zera mam mieszane uczucia. Z jednej strony książka ta jest w pewien sposób aktualna i ważna, jednak jej przekaz osłabiają widoczne w wielu miejscach niedociągnięcia – czy to warsztatowe, czy to edytorskie. Wydaje mi się, że gdyby niektóre elementy nie rozchodziły się w szwach, Zero mogłoby się szybko stać klasykiem nowoczesnego thrillera (technologicznego?), jednak w takiej formie pozostaje jedynie w roli literackiego whistleblowera (lub – dostarczyciela „niebezpiecznych suplementów”), który ma palmę pierwszeństwa w sygnalizowaniu zjawisk niepokojących, a zarazem nie wykazuje się szczególnie na innych polach. Szkoda, bo mogło być o wiele lepiej.

5 komentarzy:

  1. nie czytałam, ale mam zamiar po nią sięgnąć.
    Pozdrawiam i zapraszam
    http://nacpana-ksiazkami.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń